Black Jack był popularnym klubem na obrzeżach Bolton. Chociaż wystrój lokalu pozostawiał wiele do życzenia, ruch zawsze był tam spory. Powodem tego mogły być niskie ceny alkoholu, lub, w znacznie mniej prawdopodobnej wersji, stary dobry rock'n'roll dudniący z głośników.
Gości witała figura jednookiego pirata, zwanego Starym Jackiem, z której już odchodził lakier. Wszędzie porozwieszane były flagi pirackich statków, a zakurzone lampy dopełniały nastrojowi.
- Idziemy do tej speluny?- zapytał Paul, patrząc z niepokojem na migoczące w oddali światła.
- To naprawdę fajne miejsce- odpowiedziała nieco urażona Danielle.
- Jak uważasz.
Dziewczyna, wchodząc do klubu poklepała po ramieniu Starego Jacka. Paul poszedł w jej ślady.
- Co ci się tu podoba?- sprawiał wrażenie zażenowanego.
- Przekonasz się.
Przy barze stanowczą większość stanowiła grupa 16-latków, którzy przyszli tu z powodu braku selekcji gości i możliwości bezkarnego picia alkoholu.
Kiedy Danielle i Paul usiedli na wysokich ,drewnianych krzesłach natychmiast pojawił się przy nich barman.
- Witam stałą klientkę- wyszczerzył zęby do dziewczyny- przyprowadziłaś kumpla?
- Chciał, żebym pokazała mu najlepszy lokal w mieście. Obiecał stawiać mi w zamian drinki.
- No to się wpakował- barman zaśmiał się gardłowo- co chcesz?
- Krwawą Mary.
Przez twarz Paula przemknął cień ironicznego uśmiechu.
- Dwa razy- poprosił.
- Robi się.
- Pytam jeszcze raz...- zwrócił się do Danielle, ale jego głos zagłuszyła solówka na gitarze elektrycznej.
Przełknął wódkę z sokiem pomidorowym. Sos tabasco palił go w gardło. Odchrząknął.
Danielle opróżniła już swoją szklankę.
- Jeszcze raz?- zaproponował Paul..
- Jasne.
Wskazał barmanowi na puste szklanki..
Rozbrzmiała jakaś szybka piosenka z lat 60.
- Zatańczymy?- Danielle uśmiechnęła się przymilnie.
- Nie umiem- Paul przybrał przepraszający wyraz twarzy.
- Ja też nie.
Wyciągnęła go na parkiet.
Paul, po kilku Krwawych Mary, blisko godzinie ciągłego tańca, poczuł, że polubił to miejsce. Była to nadal brudna, obskurna speluna, ale jednak poczuł, że dało się tu nieźle zabawić.
- Cześć Danielle!
Paul i Danielle przerwali taniec. Podbiegła do nich wysoka, rudowłosa dziewczyna.
Mężczyzna przyjrzał się jej.
- Przedstawisz nas?- zapytał.
- Paul, to moja znajoma, Andrea, Andrea, to mój sąsiad Paul.
- Obrazisz się jeśli z nim zatańczę?- zapytała.
- Nie, oczywiście, że nie.
Danielle odeszła w stronę w stronę baru i oparła się łokciami o blat.
- Hej- barman spojrzał na nią i nieznacząco poruszył głową.
Był to sygnał.
Danielle przeszła jak gdyby nigdy nic w kierunku małej kuchni. Wewnątrz czekał na nią wysoki, muskularny brunet.
- Witaj Słonko- powiedział- już czeka w samochodzie.
- Dzięki Charles. Gdyby Andrea go nie zajęła, oszalałabym z głodu.
- Kiedy ostatnio polowałaś?
- W zeszłym tygodniu.
Charles pokręcił głową z dezaprobatą i rzucił jej kluczyki.
- Masz. Najedz się do syta.
Dziewczyna wyszła szybko tylnymi drzwiami, ściskając w dłoni kluczyki.
Podeszła do starego volvo i otworzyła bagażnik. Jej oczom ukazała się drobna, płacząca z przerażenia dziewczyna.
- Proszę, nie rób mi krzywdy- wyszeptała.
Danielle westchnęła i zatrzasnęła bagażnik. Wsiadła do samochodu i odjechała z piskiem opon.
Nie oddaliła się zbytnio. Zatrzymała się w pobliskim lesie, trzy mile dalej. Była na dużej polanie.
Wypuściła dziewczynę z bagażnika i przemówiła do niej kojącym głosem.
- Możemy zrobić to szybko i bezboleśnie. Jutro nic nie będziesz pamiętała.
Jednak ofiara w ogóle jej nie słuchała.
- Czy to chodzi o pieniądze? Mam je! Proszę wypuść mnie. Nikomu nie powiem!
Danielle z rezygnację podeszła do niej, przytrzymała ramiona i wbiła zęby w szyję dziewczyny. Nawet nie próbowała uciekać. Jej wycie obiegło cały las. Ukąszenie wampira było zupełnie bezbolesne, więc krzyczała po prostu z przerażenia.
Kiedy wampirzyca się nasyciła, dziewczyna wciąż się trzęsła.
Przyjrzawszy się jej powiedziała:
- Śpij.
Ofiara zasnęła.
Danielle wsadziła ją na tylne siedzenie samochodu. Nie miała w zwyczaju zostawiać ludzi z ranami w psychice. Nigdy nie pamiętali co ich spotkało. Rany po ukąszeniu goiły się kilka sekund, więc nigdy nie dowiadywali się, co ich spotykało. Wiedziała jednak, że nie wszyscy tak postępują, i uważała to za wyjątkowo głupie. Sami prosili się, by ich sekret się wydał.
Wróciła do miasta. Kiedy była już blisko centrum, zatrzymała się i wypuściła dziewczynę z samochodu.
Dopóki nie oprzytomniała, posadziła ją na ławeczce- Charles zawsze porywał ofiary z tych okolic.
- Halo, proszę pani!- powiedziała głośnym natarczywym głosem.
- Co się...?- dziewczyna otworzyła oczy.
- Zemdlała pani.
- Naprawdę?
- Tak. Czy mam wezwać pogotowie?- Danielle mistrzowsko udawała troskę.
- Nie... Chyba nie.
- Mogę tu panią zostawić? Powinna się pani gruntownie przebadać. Takie omdlenia mogą być niebezpieczne.
- Eee... tak. Jasne. Dziękuję.
- Nie ma za co.
Danielle wsiadła do samochodu i szybko wróciła do klubu.
Oddała Charlesowi kluczyki i znowu znalazła się na sali.
Paul nadal tańczył z Andreą.
Danielle podeszła do nich, jakby nic się nie stało.
Istota z Mroku
Księżyc świecił już nad miastem. Danielle zaczęła przygotowania do łowów.
niedziela, 6 kwietnia 2014
sobota, 5 kwietnia 2014
Rozdział 1 (nadal cd, część 3)
Paul obserwował znaki na autostradzie.
Nareszcie! Do Bolton było już tylko 30 mil.
Zatankuję na najbliższej stacji, postanowił. Może i paliwa starczyłoby mu na dłużej, ale nie chciał ryzykować zatrzymania się w niepożądanym miejscu. Do Bolton musiał dojechać jak najszybciej, bez wpadek po drodze.
Nerwowo stukał palcami w kierownicę srebrnego forda.
Ilu ich tam może być? Czterech, pięciu?
Na pewno więcej niż gdzie indziej. Poruszali się większymi grupami? Planowali to? A może był to czysty przypadek?
Paul mógł tylko zgadywać.
O kim wiedział? O Charlesie, i tej całej Danielle. Jednak śledząc gazety i widząc wzrastające liczby osób zaginionych, a także tych, które z objawami obłędu trafiali do szpitali psychiatrycznych (dobrze mieć kumpla detektywa) sądził, że w mieście żyją zapewne więcej niż dwa wampiry.
W końcu zjechał na stację.
Kiedy poszedł zapłacić za paliwo, przyjrzał się kobiecie stojącej za ladą.
Ma oczy podobne do Melanie, pomyślał mimowolnie. Pomimo pięciu lat wdowieństwa wspominał ją codziennie.
Ją i jego nienarodzone dziecko.
Nie zapomniał, twarzy gnoja, przez którego poroniła, a potem z rozpaczy podcięła sobie żyły.
Śledził go przez kilka tygodni. Kiedy okazał się na tyle głupi, by wyjść na kilka godzin na słońce (poczekał, aż zaczęło mu doskwierać) wbił mu sztylet w serce i poczekał, aż się rozpuści. Nigdy nie poczuł się usatysfakcjonowany tą zemstą. Zbyt często śniła mu się żona z krwią sączącą się z nadgarstków w koszuli nocnej, powtarzająca, że "wampir jej to zrobił" .
Kiedy ustalił, że mówiła prawdę, postanowił, że wyrżnie w pień ich wszystkich. Niech cierpią tak jak ona.
Oczywiście niemal każdy miał go za wariata. Dopiero pewien starszy mężczyzna, utwierdził go w przekonaniu, że wampiry istnieją. Widział on jak za młodu jak jeden z nich napadł jego brata, który chcąc się bronić dźgnął go w serce nożem. Okazało się to skuteczną metodą zabijania wampirów.
Kiedy zobaczył tabliczkę "Witamy w Bolton" przyspieszył.
Mieszkanie, które chciał wynająć mieściło się dokładnie dwa piętra pod mieszkaniem Danielle. Już wcześniej postanowił, że zanim ją zabije, bliżej ją pozna. Chciał dzięki niej wyśledzić całą resztę.
Kiedy Paul dogadał się z właścicielem mieszkania i rozpakował w pośpiechu część rzeczy zerknął na zegarek. Była już dziesiąta. Przebrał się szybko w błękitne jeansy i czarny T-shirt. Zdecydował się na skórzaną kurtkę, pod którą przezornie ukrył długi, ostry sztylet. Nie planował jednak dziś jej zabijać... raczej nie.
Wyszedł szybko z mieszkania i przybierając odpowiedni wyraz twarzy czekał na Danielle.
Usłyszał, że ktoś schodzi. Zaczyna się gra, pomyślał.
Nareszcie! Do Bolton było już tylko 30 mil.
Zatankuję na najbliższej stacji, postanowił. Może i paliwa starczyłoby mu na dłużej, ale nie chciał ryzykować zatrzymania się w niepożądanym miejscu. Do Bolton musiał dojechać jak najszybciej, bez wpadek po drodze.
Nerwowo stukał palcami w kierownicę srebrnego forda.
Ilu ich tam może być? Czterech, pięciu?
Na pewno więcej niż gdzie indziej. Poruszali się większymi grupami? Planowali to? A może był to czysty przypadek?
Paul mógł tylko zgadywać.
O kim wiedział? O Charlesie, i tej całej Danielle. Jednak śledząc gazety i widząc wzrastające liczby osób zaginionych, a także tych, które z objawami obłędu trafiali do szpitali psychiatrycznych (dobrze mieć kumpla detektywa) sądził, że w mieście żyją zapewne więcej niż dwa wampiry.
W końcu zjechał na stację.
Kiedy poszedł zapłacić za paliwo, przyjrzał się kobiecie stojącej za ladą.
Ma oczy podobne do Melanie, pomyślał mimowolnie. Pomimo pięciu lat wdowieństwa wspominał ją codziennie.
Ją i jego nienarodzone dziecko.
Nie zapomniał, twarzy gnoja, przez którego poroniła, a potem z rozpaczy podcięła sobie żyły.
Śledził go przez kilka tygodni. Kiedy okazał się na tyle głupi, by wyjść na kilka godzin na słońce (poczekał, aż zaczęło mu doskwierać) wbił mu sztylet w serce i poczekał, aż się rozpuści. Nigdy nie poczuł się usatysfakcjonowany tą zemstą. Zbyt często śniła mu się żona z krwią sączącą się z nadgarstków w koszuli nocnej, powtarzająca, że "wampir jej to zrobił" .
Kiedy ustalił, że mówiła prawdę, postanowił, że wyrżnie w pień ich wszystkich. Niech cierpią tak jak ona.
Oczywiście niemal każdy miał go za wariata. Dopiero pewien starszy mężczyzna, utwierdził go w przekonaniu, że wampiry istnieją. Widział on jak za młodu jak jeden z nich napadł jego brata, który chcąc się bronić dźgnął go w serce nożem. Okazało się to skuteczną metodą zabijania wampirów.
Kiedy zobaczył tabliczkę "Witamy w Bolton" przyspieszył.
Mieszkanie, które chciał wynająć mieściło się dokładnie dwa piętra pod mieszkaniem Danielle. Już wcześniej postanowił, że zanim ją zabije, bliżej ją pozna. Chciał dzięki niej wyśledzić całą resztę.
Kiedy Paul dogadał się z właścicielem mieszkania i rozpakował w pośpiechu część rzeczy zerknął na zegarek. Była już dziesiąta. Przebrał się szybko w błękitne jeansy i czarny T-shirt. Zdecydował się na skórzaną kurtkę, pod którą przezornie ukrył długi, ostry sztylet. Nie planował jednak dziś jej zabijać... raczej nie.
Wyszedł szybko z mieszkania i przybierając odpowiedni wyraz twarzy czekał na Danielle.
Usłyszał, że ktoś schodzi. Zaczyna się gra, pomyślał.
Rozdział 1- cd
Dziewczyna szybkim krokiem przemierzała drogę do łazienki. Było to duże, pokryte błękitnymi kafelkami pomieszczenie z ogromnym lustrem i wanną. Danielle zerknęła na swoje odbicie.
- Jak na 60 lat, nieźle się trzymam- powiedziała sama do siebie.
Trudno było ocenić obiektywnie czy była ładna, czy nie. Na pewno nie opowiadała panującemu kanonowi piękna. Była niska, nieco "przy kości", miała mlecznobiałą skórę i długie, czarne włosy. W jej twarzy zbyt mocno rysował się podbródek i brwi, a delikatne błękitne oczy nie były w stanie tego skontrastować. Mimo wszystko było w niej coś pociągającego i tajemniczego, co sprawiało, że nigdy na brak powodzenia nie narzekała.
Oczywiście, jak każda wampirzyca potrafiła zauroczyć człowieka i doprowadzić, do tego by zwariował na jej punkcie. Danielle traktowała to jak świetną zabawę, ale czasem zauważała, że nie musi do tego używać swojego daru.
Dziewczyna przebrana w obcisłą, czarną sukienkę, wyszła z mieszkania. Winda, jak zwykle była zepsuta więc Danielle dla wygody zdjęła buty na wysokich obcasach i zaczęła pokonywać sześć pięter kondygnacji schodowej.
- Hej, królewno!
Odwróciła się w stronę, z której dobiegał głos. Na korytarzu czwartego piętra stał jakiś mężczyzna.
- Do mnie mówisz?- zapytała.
- A widzisz tu jeszcze kogoś?
Dziewczyna podeszła do niego niechętnie.
- Znamy się?
Mężczyzna, wysoki blondyn uśmiechnął się do niej całkiem przyjaźnie.
- Raczej nie. Dzisiaj się wprowadziłem. Jestem Paul Taylor.
- Danielle Collins- dziewczyna uściskała wyciągniętą dłoń- o co chodzi?
- Po prostu zauważyłem, że gdzieś wychodzisz.
Danielle nie wiedziała, co powiedzieć.
- Idziesz do klubu?- zapytał Paul.
- Skąd wiesz?
- Nie tak trudno się domyślić- popatrzył znacząco na jej strój- słuchaj mam prośbę. Jeżeli wskażesz mi jakiś fajny lokal, postawię ci tyle drinków, ile będziesz chciała.
Dziewczyna przyjrzała mu się uważnie. Był całkiem przystojny i mimo wszystko wydał jej się dość sympatyczny.
- W porządku. Ja lubię Black Jacka. Możemy tam iść.
- Dobra. Zdaję się na twój gust.
- Nie będziesz żałować- powiedziała Danielle z lekkim uśmiechem.
piątek, 4 kwietnia 2014
Rozdział 1
Danielle siedziała na parapecie i wpół świadomie wpatrywała się w widok za oknem. Zapadał wieczór. Niektórzy ludzie powoli kierowali się do domów, dla innych dopiero zaczynał się dzień. Obserwowała grupę nastolatek wychodzących z wieżowca, naprzeciwko jej mieszkania. Pewnie idą na imprezę, pomyślała. Danielle lubiła to miasto. Uważała, że pomimo bycia wielkim, szarym molochem, miało swój urok. Ludzie niekiedy przypominali jej roboty, będące w stanie co jedynie pracować, lub skupiać się do obsesji na własnej przyjemności. Nazywała je niekiedy Miastem Straconych, ale mimo wszystko było w nim coś, co nakazało jej mieszkać tu już całe pół roku.
Choć dla Danielle, taki okres był jak mrugnięcie okiem,nigdy nie pozwalała sobie na pozostaniu na dłużej w miejscu, które nie miało "tego czegoś". Za bardzo kochała życie. Za każdym razem, kiedy o tym myślała, miała ochotę wybuchnąć śmiechem. Z medycznego punktu widzenia była w końcu martwa, przez prawie miesiąc. Doskonale pamiętała jak ocknęła się w ciemnym, ciasnym miejscu i z początku wydawało jej się, że nie może oddychać. Jak w histerii pchnęła ramionami ścianę przed nią, okazującą się wiekiem trumny, która cudem uchyliła się (dźwięk odchodzących gwoździ na zawsze w niej pozostał) i w końcu jak opuszczała nocą, w białej sukience do połowy łydki -w latach 50. krótsza spódnica budziłaby zgorszenie- rodzinny grobowiec.
Pierwszą osobą, którą napotkała był Thomas. Zabrał ją do siebie i wszystko jej wyjaśnił. Opowiedział jej o tym jak znalazł ją leżącą na poboczu drogi, po wypadku, w którym zginęli jej rodzice i młodszy brat. Ona też już była bliska śmierci. Zdążył jeszcze (wtedy wydało jej się to obrzydliwe) napić się jej krwi. Potem, jak łagodnie to określił, zasnęła. Lekarz stwierdził zgon, a miejscowe gazety rozpisywały się o tragicznym wypadku. Dla samej Danielle ostatnim ludzkim wspomnieniem było wykłócanie się z matką o małżeństwo z synem właściciela fabryki, Jamesem. Z dnia wypadku nie pamiętała nic.
Thomas dał jej kilka rad na przyszłość i zniknął. Nigdy później go nie widziała, ani nie próbowała odnaleźć. W "nowym życiu" radziła sobie znacznie lepiej niż w poprzednim. Była wolna i robiła co chciała. Jeździła na koncerty, imprezowała, miewała przelotne romanse a częste zmiany wizerunku bawiły ją. Potrafiła przez kilka tygodni być pokojówką w Londynie, by następnie stawać się gwiazdką kabaretu w Chicago.
Chociaż nie mogła nigdzie się ustatkować, wychodzić na zbyt długo na słońce i tak sądziła, że czerpie z życia znacznie więcej niż normalny człowiek. Początkowo odrzucało ją picie krwi, ale nauczyła się tego szybko i w końcu nawet to polubiła. Spotykała czasami inne wampiry, które żyły tak jak ona.
I podobnie jak ona uważały, że żyją w świecie doskonałym. Bez konieczności posiadania pieniędzy, zbytniego zaangażowania się w uczucia, wojen. Byli panami nocy i to dawało im wszystko.
Danielle zerknęła na zegarek. Było już po 22.
Czas na mnie, pomyślała ostatni raz spoglądając na ulicę.
Choć dla Danielle, taki okres był jak mrugnięcie okiem,nigdy nie pozwalała sobie na pozostaniu na dłużej w miejscu, które nie miało "tego czegoś". Za bardzo kochała życie. Za każdym razem, kiedy o tym myślała, miała ochotę wybuchnąć śmiechem. Z medycznego punktu widzenia była w końcu martwa, przez prawie miesiąc. Doskonale pamiętała jak ocknęła się w ciemnym, ciasnym miejscu i z początku wydawało jej się, że nie może oddychać. Jak w histerii pchnęła ramionami ścianę przed nią, okazującą się wiekiem trumny, która cudem uchyliła się (dźwięk odchodzących gwoździ na zawsze w niej pozostał) i w końcu jak opuszczała nocą, w białej sukience do połowy łydki -w latach 50. krótsza spódnica budziłaby zgorszenie- rodzinny grobowiec.
Pierwszą osobą, którą napotkała był Thomas. Zabrał ją do siebie i wszystko jej wyjaśnił. Opowiedział jej o tym jak znalazł ją leżącą na poboczu drogi, po wypadku, w którym zginęli jej rodzice i młodszy brat. Ona też już była bliska śmierci. Zdążył jeszcze (wtedy wydało jej się to obrzydliwe) napić się jej krwi. Potem, jak łagodnie to określił, zasnęła. Lekarz stwierdził zgon, a miejscowe gazety rozpisywały się o tragicznym wypadku. Dla samej Danielle ostatnim ludzkim wspomnieniem było wykłócanie się z matką o małżeństwo z synem właściciela fabryki, Jamesem. Z dnia wypadku nie pamiętała nic.
Thomas dał jej kilka rad na przyszłość i zniknął. Nigdy później go nie widziała, ani nie próbowała odnaleźć. W "nowym życiu" radziła sobie znacznie lepiej niż w poprzednim. Była wolna i robiła co chciała. Jeździła na koncerty, imprezowała, miewała przelotne romanse a częste zmiany wizerunku bawiły ją. Potrafiła przez kilka tygodni być pokojówką w Londynie, by następnie stawać się gwiazdką kabaretu w Chicago.
Chociaż nie mogła nigdzie się ustatkować, wychodzić na zbyt długo na słońce i tak sądziła, że czerpie z życia znacznie więcej niż normalny człowiek. Początkowo odrzucało ją picie krwi, ale nauczyła się tego szybko i w końcu nawet to polubiła. Spotykała czasami inne wampiry, które żyły tak jak ona.
I podobnie jak ona uważały, że żyją w świecie doskonałym. Bez konieczności posiadania pieniędzy, zbytniego zaangażowania się w uczucia, wojen. Byli panami nocy i to dawało im wszystko.
Danielle zerknęła na zegarek. Było już po 22.
Czas na mnie, pomyślała ostatni raz spoglądając na ulicę.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)